Kryzys sprawił, że państwa robią to czego należało się spodziewać. Po serii wielomiliardowych bailautów nie mają pieniędzy na emerytury, żłobki i szpitale. Zasypując czarną dziurę podwyższają podatki. Są wyjątki. Niektóre państwa nie podwyższają, a niekiedy nawet obniżają.
Podatkiem najchętniej podwyższanym jest VAT, który jako pośredni, płacony masowo i z założenia od każdej transakcji, daje zyski w zasadzie pewne. Mały kłopot każdej władzy stanowi jedynie uzasadnienie. Zwykle sięga się wtedy do klasyki retoryki fiskalno-politycznej. Przytoczę przykład Szwajcarii. Minister finansów Hans-Rudolf Merz ogłosił wielką reformę podatku od towarów usług. Reforma, jak można się domyśleć, ma polegać na likwidacji obniżonych stawek VAT i wprowadzeniu jednej liniowej oraz na likwidacji zwolnień podatkowych. Reforma będzie miała pozytywny wpływ na gospodarkę Szwajcarii i na podatników, a w długiej perspektywie na reformie skorzystają także gospodarstwa domowe - optymistycznie czytamy w dokumentach publikowanych przez ministerstwo finansów. Brzmi trochę konserwatywnie. Dla odmiany w Paryżu, w europejskiej stolicy innowacji podatkowych, regularnie rodzą się pomysły na opodatkowanie tego, co do tej pory nie było opodatkowane. Paryż pokazał, że opodatkować można miedzy innymi emisję CO2, ponadnormatywne zyski niektórych przedsiębiorstw, czy reklamę w sieci. Uczciwie trzeba zauważyć, że idea opodatkowania reklamy sieciowej wydaje się być społecznie zasadna. Branża przeżywa złoty okres. Prawie w całości ulokowała się w strefie offshorowej i podatków dochodowych raczej nie płaci. Na światowej mapie podatkowych szaleństw jest kilka oaz spokoju i nadziei. W pierwszej kolejności mam na myśli oczywiście, nie inaczej, Polskę. Jeśli chodzi o podatki to ostatnio wydarzenia potoczyły się tak, że mamy przynajmniej 500 dni spokoju. Podwyżek na razie nie będzie, chyba że powstanie nowa koalicja z zamiarem dodatkowego opodatkowania najbogatszych. W innej części świata, w Japonii, po dwudziestu latach recesji, znaleźno sposób na przyciągniecie, rozproszonego po całym globie, rodzimego kapitału. Japońskie korporacje zostały zwolnione z podatku od dywidendy otrzymywanej z zagranicy. Tak samo postąpiono niedawno w Wielkiej Brytanii, co należy traktować jako jakościową zmianę. Kilka lat temu Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał wyrok w sprawie Cadbury Schweppes (sprawa C-196/04). Brytyjska spółka Cadbury Schweppes posiadała spółkę zależną zarejestrowaną w Irlandii i tam prowadzącą działalność gospodarczą. Brytyjska administracja postanowiła opodatkować dochód, który spółka zależna osiągnęła ale nie wypłaciła dywidendy. ETS słusznie potraktował ten zamysł jako naruszenie prawa wspólnotowego. Od tego czasu brytyjskie korporacje bez obaw kumulowały kapitał za granicą. Aż w końcu ktoś uznał, że zwolnienie dywidendy z opodatkowania może zachęcić kapitał do powrotu. Dyskusja o zwolnieniu dywidendy (włączając tę niewypłaconą z zagranicy) toczy się również w USA, ale na razie poza obozem władzy. Administracja Baraka Obamy próbuje bowiem opodatkować co tylko się da. Stąd w Stanach Zjednoczonych dużym zainteresowaniem cieszą się przywołane wyżej francuskie pomysły. Toczą się także prace nad wprowadzeniem VAT. Stany Zjednoczone to jedyny kraj wysoko rozwinięty, w którym VAT-u nie ma. Ale co najważniejsze nastąpił tam znaczący postęp w zakresie wymiany informacji w sprawach podatkowych. Już wkrótce mogą o tym boleśnie dowiedzieć się polscy przedsiębiorcy, którzy swego czasu rejestrowali spółki typu LLC w stanie Delaware.
Marek Bytof
Doradca podatkowy
Zadaj pytanie: bytof@taxwaysgroup.com
Tekst pierwotnie opublikowany w GDP:
http://edgp.gazetaprawna.pl/index.php?act=mprasa⊂=article&id=307973